TMK Studio

Gry mobilne – dziecinna zabawa czy poważny biznes?

Pytanie to prawdopodobnie padło już nie jeden raz podczas rozmowy przy piwku w jednym z Bydgoskich pubów, ale ja postaram się tutaj dokładniej przybliżyć powyższy problem. Czy warto jest wchodzić w biznes rozrywkowy, czy tworzenie „gierek” na Androida, iOSa i Windows Phone’a nie świadczy o zdziecinnieniu twórcy? A może wręcz przeciwnie?   Może właśnie stworzenie zabawki, […]

Pytanie to prawdopodobnie padło już nie jeden raz podczas rozmowy przy piwku w jednym z Bydgoskich pubów, ale ja postaram się tutaj dokładniej przybliżyć powyższy problem. Czy warto jest wchodzić w biznes rozrywkowy, czy tworzenie „gierek” na Androida, iOSa i Windows Phone’a nie świadczy o zdziecinnieniu twórcy? A może wręcz przeciwnie? 

 Może właśnie stworzenie zabawki, jaką w pewnym sensie jest każda gra, świadczy o niezwykłej dojrzałości, o umiejętności manipulacji społeczeństwem, o świetnym zrozumieniu mechanizmów rządzących obecnym światem? Smartfony są nieodłącznym elementem naszego życia od niekrótkiego już przecież czasu. Ciężko nie trafić na młodziaka wpatrzonego w telefon, spacerując wieczorem po Bydgoskim osiedlu.

gry-mobilne-dziecinna-zabawa-czy-poważny-biznes

Kwestie techniczne

Jako, że jesteśmy na blogu firmy informatycznej, zajmującej się tworzeniem stron internetowych, reklamą w internecie jak i grami i aplikacjami mobilnymi, nie moglibyśmy, chociaż pobieżnie, nie liznąć tematu od strony technicznej. Zaprogramowanie gry nie jest trudne, to trzeba powiedzieć sobie jasno. Nasza najnowsza produkcja, Flying Penguin(swoją drogą to można wziąć udział w konkursie z nią związanym i wygrać Xbox One lub Playstation 4, zapraszamy) została napisana w, powiedzmy, tydzień. Problemem natomiast było dojść do porozumienia w zespole złożonym z ludzi, gdzie każdy pochodzi z innego regionu Bydgoszczy. To jest wyzwanie, nie tylko wpaść na pomysł, ale i przekonać pozostałą część ekipy, że jest on genialny.

Jakie pieniądze stoją za grami?

Jako, że artykuł ten dotyczy gier mobilnych, na smartfony, nie będę wspominał o „Hollywódzkich” produkcjach typu Assassin’s Creed, Call of Duty, Wiedźmin, czy inne GTA. Skupimy się na prostych gierkach, które mają nam pomóc zabić nudę podczas podróży komunikacją miejską, poczekalni w przychodni, czy kolejce do warzywniaka.

Powiedzmy sobie jasno. Czy po samym pokazaniu gry Flappy Bird, losowej osobie nie znającej biznesu, przekonany ją, że w najlepszym okresie zarabiała ona po 50 000$ dziennie? A jeśli jeszcze dodamy, że gra była w pełni darmowa, a jedynym sposobem monetyzacji był mały baner umieszczony w nieinwazyjnym miejscu? Szczerze w to wątpię. Ludzie nie są świadomi, jak wielkie pieniądze rządzą tym biznesem, jak wielkie zapotrzebowanie istnieje na proste, uzależniające produkcje, które nudzą się średnio po tygodniu grania. Prawie każda gra Ketchappa, opierająca się przecież na banalnie prostych zasadach, bezproblemowo zdobywa około i pół miliona pobrań, a te najpopularniejsze i o rząd wielkości więcej. Gry na telefon w czasach Nokii 3310 i trochę nowszych były ciekawostką, czymś czym można było się pochwalić znajomym, jednak nigdy nie były tak popularne jak dziś. Dostęp nigdy nie był tak prosty, teraz już nie musimy lecieć do kiosku po gazetę i trzęsącymi się rękami wpisywać kod smsowy. Obecnie wystarczy wejść do Google Play, przejrzeć listę z najpopularniejszymi grami i już po chwili możemy bić rekord, przeżyć wspaniałą przygodę, nie poświęcając jej więcej jak 15 minut. I za to wszystko zapłacimy jedynie własną prywatnością, stając się produktem w rękach koncernów reklamowych(czytaj: zgadzając się na wyświetlanie reklam w trakcie gry).

Jak osiągnąć sukces na rynku gier mobilnych?

Prostota, prostota i jeszcze raz prostota. W dzisiejszych czasach staramy się wszystko upraszczać. Od obecnych stron internetowych oczekuje się schludności i szybkiego działa, a nie przeładowania flashowymi animacjami i skryptami. Od mobilnego systemu również oczekujemy schludności, prostych kolorów i płaskości(vide Material Design od Google’a i współczesne iOSy i OSX’y od Apple’a). I tego samego oczekuje dzisiejszy gracz. On chce zaraz po ściągnięciu gry bić rekordy i rywalizować z przyjaciółmi. Dzisiejszego gracza nie interesuje już spędzanie 10h nad rozgryzaniem mechanizmów rządzących światem przedstawiony, on chce zagłębiać się w arkany pięknie wykreowanego świata(pomijając pasjonatów). On chce czekając na przystanku ściągnąć, w czasie podróży opanować, a przez resztę nauki w szkole stać się najlepszym. Easy to learn, hard to master. Łatwe do nauczenia, trudne do perfekcyjnego opanowania, tą zasadą powinien się kierować współczesny twórca gier. Spisało się to przy Flappy Bird, Crossy Road, Flying Penguin, spisze się i w każdym innym przypadku.